księga

 

Dlatego, że powołanie oznacza apel, wezwanie; a wzywanie jest przecież jedną z funkcji słowa. Powołanie stanowi część bardziej ogólnego fenomenu słowa Bożego, więc można do niego odnieść aspekty i cechy charakterystyczne dla tego słowa. Dlatego właśnie naszym punktem odniesienia jest głównie ta Konstytucja Soboru, która zaczyna się od słów: Dei Verbum – Słowo Boże.

Słowo Boże jako słowo

Wiele napisano na ten temat, najczęściej wychodząc od fenomenologii słowa. Objaśnia ona słowo w jego najbardziej podstawowych przejawach: ja – komunikacja w pierwszej osobie, słowo jako środek wyrazu, jako coś, co mnie wyraża. Ty – słowo jako wezwanie. I trzecia osoba – słowo jako informacja. Słowo Boże stanowi środek wyrazu, manifestację tego, kim Bóg jest, i tego, co chce o sobie powiedzieć. Słowo ludzkie stanowi wyraz tego, czym jest człowiek i czego pragnie. Ja także w rozmowie z wami instynktownie i niebezpośrednio przekazuję coś na własny temat. Chociaż nie mówię o sobie wprost, wiele daję do zrozumienia z tej prostej przyczyny, że mówię; na podstawie tego, co mówię, słuchacz mógłby zbudować sobie logiczny, kompletny obraz mojej osoby. Dzieje się tak dlatego, że nie da się mówić, nie przekazując równocześnie czegoś na swój własny temat. Oczywiście istnieją pewne słowa w pierwszej osobie, które mają szczególną funkcję komunikacyjną. Kiedy Jezus mówi: „Ja jestem prawdziwym krzewem winnym” (J 15,1) , „Ja jestem chlebem żywym, który zstąpił z nieba” (J 6,51), „Ja jestem drogą, prawdą i życiem” (J 14,6) itp., sam siebie wyraża i objawia. A zatem podstawową funkcją słowa Bożego jest wyrażanie Boga.

Drugą funkcją słowa jest funkcja pobudzająca, twórcza, wyzwalająca energię życiową: Ty – słowo- wołacz – imperatyw. Przy pomocy słowa Bóg nie tylko oznajmia coś na własny temat, co – jak powiedzieliśmy – jest charakterystyczne dla każdego słowa, ale każdego człowieka o coś prosi, do czegoś wzywa, coś nakazuje, przyrzeka, sądzi. Jak mówi słowo: Bóg „to, co nie istnieje, powołuje do istnienia” (Rz 4,17). Największe znaczenie dla tego słowa ma efektywność. Słowo ludzkie w jego wymiarze imperatywnym – czy to gdy chodzi o prawa, czy o słowo sędziego sprawującego swój urząd – pociąga za sobą zawsze jakieś następstwa. To samo można powiedzieć o słowie rewolucyjnym, które podbija tłum, wznieca jego energię i entuzjazm. Tym bardziej słowo Boże ma moc twórczą i jest słowem sprawczym. Stwarza to, o czym mówi, doprowadza do skutku to, czego żąda, skutecznie zachęca do tego, do czego zaprasza.

W końcu słowo Boże może być przekazem informacji, proklamacją pewnej rzeczywistości. Ten informacyjny aspekt jest obecny w słowie ludzkim w postaci wiadomości, historii, opowiadania o jakimś wydarzeniu. Również Biblia – która jest słowem Bożym, historią, opowieścią o czynach Boga – składa się z wiadomości, jest słowem, które informuje. Stanowi ona także przesłanie, którego treścią jest orędzie o zbawieniu.

Podsumowując to rozważanie, znajdujemy następujące podstawowe aspekty słowa: słowo jako komunikat, słowo jako przekaz oraz słowo stwórcze. Powołanie mieści się przede wszystkim w trzecim z tych wymiarów: to znaczy w słowie rozumianym jako wezwanie, twórczość; w słowie, które pobudza i wzywa, wskazując równocześnie drogę, którą należy podążać; w słowie, które zwraca się do jakiegoś „ty”.

Słowo Boże jako rzeczywistość

Pomówmy teraz o najbardziej znaczącym i konkretnym aspekcie zagadnienia, to znaczy o słowie Bożym pojmowanym nie tylko zgodnie z najogólniejszą fenomenologią słowa w pierwszej, drugiej lub trzeciej osobie, ale o samej rzeczywistości słowa. Zauważamy natychmiast, że Biblia oraz tradycja biblijna i patrystyczna traktują termin słowo Boże jako wyrażenie wieloznaczne. Aby w pełni ujrzeć jego wielopoziomowość, warto porównać dwa ustępy z Nowego Testamentu: „Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga i Bogiem było Słowo” (J 1,1); „Słowo Chrystusa niech w was przebywa z całym swym bogactwem; z wszelką mądrością nauczajcie i napominajcie samych siebie przez psalmy, hymny, pieśni pełne ducha, pod wpływem łaski śpiewając Bogu w waszych sercach” (Kol 3,16). Stoimy wobec dwóch terminów, które w sposób ewidentny wykazują analogię. „Słowo było u Boga i Bogiem było Słowo”; „Słowo Chrystusa niech w was przebywa”; pomiędzy tymi dwoma wymiarami Słowa rozpościera się cała głębia, wszystkie różnorodne znaczenia słowa biblijnego. Od Słowa, które jest Logosem, aż po Słowo, które mieszka w Kościele i którego – w jakiś sposób – my sami jesteśmy wyrazem, ponieważ staramy się, by zamieszkało między nami.

A zatem jakie są główne znaczenia przybierane przez słowo Boże na różnych poziomach rzeczywistości?

Myślę, że – wzorując się na św. Janie – trzeba przede wszystkim zdać się na intuicję: „Na początku było Słowo i Słowo było u Boga i Bogiem było Słowo”. Rzeczywiście tłumaczy się to tak, że Bóg wypowiada Słowo i na tym właśnie opiera się wszystko, co On mówi. Również słowo – wezwanie ma tutaj swój ostateczny punkt odniesienia, tak jak wszystko, co można stwierdzić na temat sposobu, w jaki Bóg przemawiał na przestrzeni dziejów ludzkości i w indywidualnej historii każdego człowieka. Inaczej mówiąc, Słowo Boże – Logos stanowi podstawę Bożej komunikacji, źródło całej naszej wiedzy, każdej możliwości poznania słów Boga.

A zatem pierwsze znaczenie słowa Bożego w Biblii i Tradycji to Słowo – Logos, tajemne i głębokie Życie Boga. Można stąd wyprowadzić drugie znaczenie: słowo Boże jest Słowem Wcielonym, a jego konkretnym i historycznym objawieniem jest Jezus Chrystus. To jest podstawowy i zasadniczy sens słowa Bożego: nie tylko to, co Jezus mówi, ale i Jego życie, nauka, śmierć i zmartwychwstanie wyrażają Boga, stanowią Jego przekaz, orędzie. A zatem Jezus – wcielone Słowo jest w pełni Słowem Bożym osadzonym w historii; do Niego odnosi się wszystko, co potrafimy powiedzieć o Bogu. Oczywiście, nie możemy odwoływać się do słowa, które jest u Boga, inaczej niż za pośrednictwem Słowa mieszkającego wśród nas, czyli Jezusa Chrystusa.

Jezus Chrystus stanowi też klucz do zrozumienia powołania. Jeśli istnieje powołanie, to tylko w relacji do Niego. Nie można czuć się wezwanym przez Boga czy odkryć powołania bez prawdziwej więzi z samym Słowem Bożym, które zawiera w sobie wszystkie inne słowa, wypowiadane przez Boga. A zatem to właśnie Jezus stanowi wielkie Słowo wezwania dla świata, to On ma plan zbawienia dla ludzkości, do którego z konieczności odwołuje się każdy nasz projekt. W Nim dokonuje się nasz wybór.

Każda decyzja powołaniowa jest podejmowana w obrębie historii, w której jest obecny Jezus Chrystus. W przeciwnym razie nie byłaby to decyzja o powołaniu odwołująca się do Słowa Bożego, ale prywatna próba przystosowania się do konkretnych, bezpośrednio danych okoliczności.

Jeśli przyjmiemy te dwa znaczenia za fundamentalne, to zobaczymy, że w Biblii jest obecne i trzecie znaczenie, na pierwszy rzut oka najczęściej stosowane w Piśmie Świętym w odniesieniu do słowa Bożego. Są to słowa wypowiedziane przez apostołów i proroków. Jeśli sprawdzicie w konkordancjach, gdzie spotykamy w Biblii termin Słowo Boże, przekonacie się, że w przeważającej większości przypadków odnosi się on do słowa wypowiedzianego przez Proroka. Słowa apostołów i proroków objawiają zamysły Boga, stanowią Jego orędzie skierowane do ludzi, ogłaszają plan zbawienia, napominają zarówno pojedynczego człowieka, jak i cały lud.

Oprócz tych trzech znaczeń słowa Bożego możemy wydobyć jeszcze jedno, bardzo rozpowszechnione, zwłaszcza w tradycji kościelnej. Mianem tym określamy Biblię. Nie jest to, oczywiście, podstawowe znaczenie słowa Bożego, ponieważ to – jak powiedzieliśmy – związane jest ze Słowem Wcielonym, ale oznacza ono także słowa proroków, apostołów, a więc i historyczne, i mądrościowe księgi. Te zapisane słowa tworzą korpus ksiąg, który nazywamy Biblią.

Jednakże nie możemy się na tym zatrzymać: w Nowym Testamencie słowo Boże ma o wiele szersze znaczenie. Okazuje się, że określenie słowo Boże stosowane jest nie tylko wobec wypowiedzi proroków, Chrystusa czy apostołów, uważanych za Jego specjalnych posłańców. W Nowym Testamencie słowo Boże to również nauczanie chrześcijańskie; to słowo, przy pomocy którego w Kościele głosi się i oznajmia prawdy wiary albo też oddaje się cześć Bogu i odpowiada na Jego misterium. Tak więc termin ten ma bardzo szerokie znaczenie. Na przykład w Dziejach Apostolskich 19,10 określenie to użyte jest w opowieści o tym, jak Paweł przez dwa lata nauczał w Efezie: „Tak że wszyscy mieszkańcy Azji, Żydzi i Grecy usłyszeli słowo Pańskie”. Termin słowo Boże odnosi się do nauczania chrześcijańskiego, o ile nauczanie to przywołuje słowa Chrystusa i apostołów i jest ich echem, a zatem o ile jest sposobem objawiania się Boga, głosi Jego obietnicę, zachętę i ukazuje Jego obraz. Wszystkie te formy słowo przybiera w Kościele. Albo w 1 Tes 2,13: „Dlatego nieustannie dziękujemy Bogu, bo gdy przyjęliście słowo Boże, usłyszane od nas, przyjęliście je nie jako słowo ludzkie, ale – jak jest naprawdę – jako słowo Boga, który działa w was wierzących”. Tak więc słowa głoszonej nauki mają moc sprawczą, właściwą słowu Bożemu. Tutaj otwiera się bezkresna przestrzeń słowa Bożego w Kościele, przestrzeń, w której się poruszamy. Nie dlatego, że można słowa Biblii policzyć i skatalogować, ale dlatego, że stanowią one podstawę wszystkich czynności, które sprawuje się w Kościele, wychodząc od Biblii i Tradycji”.

Oddźwięk słowa Bożego i jego dynamika

Dalej możemy wyróżnić oddźwięk słowa na poziomie homiletyczno-katechetycznym, a zatem całą działalność Kościoła, nakierowaną na głoszenie i szerzenie słowa w rożnych formach, nawet tych najprostszych. Można uznać je za część fenomenu słowa Bożego. A w końcu ostatni, choć nie mniej ważny dla zagadnienia powołania element określamy mianem „poziomu osobistej percepcji”. Słowo Boże nie rozbrzmiewa wyłącznie w Biblii czy w Kościele, ale także w każdym z nas; tutaj właśnie znajduje się punkt wyjścia dla najgłębszej i najbardziej osobistej analizy powołania.

Słowo Boże dotyka nas, jest jak ziarno złożone w sercu; jest ziarnem zasianym nie tylko na niwie Kościoła, ale i w sercu każdego człowieka. A zatem również nasze serce jest miejscem, w którym rozbrzmiewa słowo. Oczywiście, słowo Boże nie jest oderwane od liturgii, sakramentów, nauczania i Pisma Świętego, nawet jeśli ma swoje własne miejsce, w którym się przejawia.

Pociąga to za sobą bardzo istotne dla powołania konsekwencje: zalążek powołania rozwija się na ogół w środowisku, w którym manifestuje się i rozbrzmiewa słowo Boże. Nie wystarczy jedynie zwykłe osobiste upodobanie, jakiś pociąg; trzeba aby te skłonności żywiły się i wzrastały w oparciu o wszystkie aspekty oddźwięku, jaki słowo Boże ma w Kościele. Dlatego każda wspólnota chrześcijańska musi być przede wszystkim miejscem, gdzie prawdziwie rozbrzmiewa słowo Boże. W przeciwnym razie nie może ona rodzić powołań: to naprawdę niemożliwe, by jakieś środowisko społeczne sprzyjało dojrzewaniu decyzji powołaniowych, jeśli nie dzieje się tak dlatego, że rozbrzmiewa tam słowo Boże w różnych jego formach. Liturgia, lektura Pisma Świętego, modlitwa pozwalają słowu Bożemu skierowanemu osobiście do każdego człowieka uzyskać przestrzeń, stworzyć odpowiednią sytuację i miejsce, by mogło ono zostać przez człowieka rozpoznane.

Jeśli chodzi o słowo Boże w Kościele, to trzeba powiedzieć, że ma ono swoją specyficzną dynamikę; jeśli nie zostanie ona wzięta pod uwagę, może zagłuszyć istotę samego słowa. Odkrywamy tę dynamikę na przykład w Kazaniu na Górze, gdzie zostało powiedziane, że kto słucha słowa i wypełnia je, podobny jest do człowieka roztropnego, a kto słucha i nie wypełnia, podobny jest do człowieka głupiego. Podobnie w Ewangelii według św. Łukasza czytamy: „Błogosławieni ci, którzy słuchają słowa Bożego i wypełniają je” (Łk 11,28). Tak więc istota słowa Bożego nie ogranicza się tylko do oddźwięku, jaki ono budzi; jeśli postrzegamy słowo Boże (a zatem i powołanie) wyłącznie w taki sposób, stopniowo traci ono znaczenie w swym „wewnętrznym obiegu”, wietrzeje i z czasem zamienia się w czysty werbalizm. Nawet treść Pisma

Świętego może stać się czczym werbalizmem, jeśli jest ono recytowane z pamięci, a równocześnie nic nie wyraża; dzieje się tak dlatego, że słowo Boże charakteryzuje się przede wszystkim tym, iż możliwość całkowitego zrozumienia jego treści nie zawiera się w nim samym, ale w dynamice, którą wyzwala. Dynamika ta wyraża się zazwyczaj w rozeznaniu, wyborze i decyzji.

Słowo Boże – czy to zwrócone do ludu Bożego, czy do pojedynczego człowieka – wymaga koniecznie rozpoznania: co mam uczynić? Wymaga wyboru: co mam zamiar zrobić? Wymaga konkretnej decyzji, w której zostanie przyjęte słowo jako takie: twórcze i pobudzające. Słowo Boże jest wszechmocne – to jasne; a przecież często je głosimy, czytamy, rozważamy i modlimy się nim, a potem nie dochodzimy do żadnych stanowczych decyzji. Wtedy słowo gaśnie i umiera albo zamienia się w wielką hipokryzję. Właśnie dlatego, że zakłócamy jego spontaniczny rytm, który pobudza do zrozumienia, wyboru, decyzji.

To, co do tej pory powiedzieliśmy, to oczywiście jedynie ogólne informacje; są jednak użyteczne jako punkt wyjścia, do którego możemy odnieść nasze rozważania. Istotnie, wszystko, co będziemy mówić na temat powołania, trzeba będzie zawsze odnosić do tej generalnej koncepcji słowa Bożego, do jego fenomenologii, rzeczywistości, poziomów oddźwięku, jaki ono budzi i do jego dynamiki. Gdybym miał wskazać, co jest dla mnie najważniejsze w całym zagadnieniu słowa Bożego, jakiś podsumowujący punkt widzenia, klucz do całej reszty, to powiedziałbym, że stanowi go ta „jakość” słowa, którą zwiemy Ewangelią. Jest to dla mnie ogniskowa, w której skupiają się wszystkie elementy, o których tutaj wspomnieliśmy. Słowo Boże ma wyjątkową naturę; jest „dobrą nowiną” lub – jak mówią przypowieści ewangeliczne – czymś podobnym do ukrytego w ziemi skarbu, do bezcennej perły.

Podsumowując: uważam, że takim decydującym i unifikującym elementem jest Ewangelia. Jako Ewangelię możemy pojmować samego Jezusa, słowa Nowego Testamentu, nasze powołanie. Rzeczywiście, jest ono dla nas „dobrą nowiną”, jest „ewangelią”, otwarciem horyzontów, które Bóg poprzez swojego Syna daje człowiekowi, a nie czymś narzuconym, obowiązkiem, czymś, co budzi lęk. To, co powiemy, trzeba będzie również mierzyć tą miarą: Jaka jest Ewangelia dla Abrahama, Mojżesza, dla nas, dla mnie, w moim życiu? W jaki sposób moje powołanie stanowi ewangelię, otwarcie się na nowe horyzonty, na coś, co wzbogaca mego ducha i napełnia mnie radością?

Carlo Maria Martini

Tekst opublikowano w „Żywe Słowo” 11/133 (2012), 64-67.